Była sobie przyszła Mama. Na imię miała jak Ty lub podobnie, lub zupełnie inaczej.
Spodziewała się dziecka i żyła zbliżającym się porodem. Jeździła na wizyty kontrolne do lekarza, czytała książki o ciąży, miała nawet aplikację w telefonie
i wiedziała na jakim etapie rozwoju jest jej maluszek w brzuchu.
Ostatnio zaczęła wić gniazdo, kupiła wanienkę, przewijak, z mężem lub bez męża złożyła łóżeczko i wózek. Ubranka już uprane i uprasowane czekały ułożone
w szufladach.
Gdzieś tam przewinęła się myśl, że będzie karmić piersią. Przecież to naturalne. Nawet nie zastanowiła się czy proste, czy nie. Nie przyszło jej do głowy, że mogą pojawić się jakiekolwiek trudności.
Po prostu na zapas kupiła słodką buteleczkę, być może ręczny laktator bo może się przyda, inny droższy. Kupiła też smoczek, taki kolorowy, z motywem, bo skoro dzidziuś to smoczek musi być.
Czekała.
Nadszedł ten dzień, a może noc, a może jedno i drugie. Urodziła naturalnie,
a może miała planowane cesarskie cięcie. A może jednak nieplanowane. Dziecko urodziło się w terminie, a może jednak nie, dużo wcześniej. Zdrowe, a może jednak chore. Mama miała od razu kontakt skóra do skóry, a może została rozdzielona z noworodkiem kilkoma piętrami szpitala lub kilkoma ulicami miasta.
Jest zmęczona, obolała, wstaje do dziecka, a może nie daje rady.
Co dzieje się w jej głowie? Tornado, tsunami, trzęsienie ziemi, wybuch wulkanu, potop w jednym.
Jest szczęśliwa jak nigdy wcześniej, jest zagubiona jak nigdy wcześniej. Hormony dają popalić, płacze sama nie wie dlaczego, baby blues- powitajmy się.
Dostaje dziecko i chce je nakarmić. Ale nie wie jak. Ona i niemal każda inna młoda mama. Nie wie jak powinna trzymać dziecko, jak powinna usiąść, a może położyć się, lewitować... Nie wie, że dziecko powinno prawidłowo chwycić pierś. Boli. Może nawet bardzo. A może jednak wcale.
Piersi są miękkie, a może już twarde. Noworodek płacze i nie daje się uspokoić,
a może jednak ciągle śpi. Mama jest załamana, zagubiona, błądzi we mgle.
W lepszej wersji bajki w szpitalu jest doradca laktacyjny; w gorszej jest już weekend albo nie ma takiej osoby w ogóle. Mama jest zdana na swoją niewiedzę lub jej cząstkę i rady położnych często też nieobytych z aktualną wiedzą nt laktacji. Dowiaduje się od nich, że nie umie nakarmić swojego dziecka, że je głodzi, że co z niej za matka. Mama nie była jeszcze w takim dołku jak teraz. Czuje się beznadziejnie jako kobieta. Czuje, że zawiodła, że nie da rady. A może jednak budzi się w niej lwica i zaczyna walczyć o swoje, o każdą kroplę, rozszarpuje każdego kto chce wcisnąć jej dziecku butelkę ze sztucznym pokarmem.
Wraca do domu po kilku dobach, ma nawał, kolejne schody... Bliscy ją wspierają, a może jednak nie, w końcu mama nie miała pokarmu, siostra nie miała pokarmu, nikt nie miał pokarmu*...
Daje radę, uczy się przystawiać dziecko, a może jednak wciąż ma problemy i nie wie, że może się z nimi do kogoś zwrócić, kogoś kto nie będzie jej oceniał, wytłumaczy, pokaże jak może wygodnie i prawidłowo karmić dziecko, zaleci wizytę u specjalisty.
Mama karmi 3 tygodnie, a może 3 miesiące, a może 3 lata. To jest jej historia. To jest Twoja historia.
Ma do siebie pretensje, że nie dała rady, czuje się z tym źle, a może już zapomniała i cieszy się macierzyństwem bo przecież to nie tylko karmienie;
a może nie odpuściła, szukała, czytała, pytała się, konsultowała, dzwoniła...
Żadna z nich nie jest przegraną, jedna karmiła aż 7 tygodni, inna 7 miesięcy,
a jeszcze inna 17. Każda z nich jest wygraną.
Przegrani są wszyscy Ci, którzy tej mamy nie wspierali, stawiali kłody pod nogi, zalecali dokarmianie, wątpili w jej naturalne zdolności wykarmienia potomstwa.
Jaki morał jest tej bajki?
-----------------------------------
*Jeżeli mama jest w pełni zdrowa, taka sytuacja jest absolutnie niemożliwa.
Zdjęcia: pixabay.com
-----------------------------------
*Jeżeli mama jest w pełni zdrowa, taka sytuacja jest absolutnie niemożliwa.
Zdjęcia: pixabay.com

